wtorek, 6 stycznia 2009

Sanki

I stało się. Pani Zima ulitowała się i sypnęła białym puchem.

W pierwszej chwili nie skojarzył co to jest i do czego to coś służy. Nagłe ożywienie wokół garderoby zwiastowało kłopoty. Koniec z oglądaniem bajki, nie lubiane spodnie, buciory godne polarnika i te przeklęte rękawiczki nie wróżyły nic dobrego. Ojciec bierze to coś, otwiera drzwi, zarządza wymarsz i to właśnie teraz, gdy Shrek po raz milion któryś tam sypie kwestią „Nie mówiła wtedy o mnie? A więc o kim?”. Krótki przemarsz korytarzem, to coś ląduje na nieco odmienionym chodniku przed blokiem. Nie przypomina krzesła a mimo to miał na nim siadać. Oj będą kłopoty.


Po pierwszych kilku metrach wszystko sobie przypomniał. Wystarczy się oprzeć, zrelaksować i dać ojcu wykazać. Najpierw powoli, a potem im szybciej tym lepiej. Byle nie zaryć nosem w zaspę jak to już bywało. Następnego dnia wystarczyło pokazać sanki, by niedokończona bajka nie była problemem na miarę ogólnoświatowego kryzysu gospodarczego. Nie przeszkadzała zamieć, która uparła się by wszystkie płatki śniegu jakie miała do dyspozycji ulokować za kołnierzem jego kurtki. Ważne że był na sankach.


...

Brak komentarzy: